wszechświata nie należy traktować poważnie
Nawet nie ma po co robić listy powodów. Niech więc będzie opowieść
Odsłona pierwsza: W sylwestrowy wieczór demencja zbiegłszy po schodach hotelu profesorskiego Sokrates rechocze nisko a gardłowo, tonem zapewne samiczkowym. hehehe... W głowie sięnie mieści, co tez ludziom strzela jak się napiją.
Obok mnie rechocze we mnie Iskra, tak, ona we mnie ostrzem śmiechu celuje, dzięki czemu mogę nieco ochłonąć po tybetańskich wrażeniach owego wieczoru. Niby że co? śmiech radosny i niepijany długo jeszcze znaczy zataczające się ślady przejścia... Następny przystanek- witanie pólnocy u O. Dwaj panowie umiłowani mili dla mnie i przytulający, nierzeczywiste takie wieczory gdy zalewa Cie niewypowiedziana SYMPATIA najbliższych. Demencja upaja się tą słodyczą.Odsłona druga: czyhająca za plecami matura, czyhająca filozofia, nieustępliwa amnesty. Dmencja mysli poświęcić nadchodzące pół roku nauce, przyspasabianiu się i działaniu. I- któż by w to uwierzył- perspektywa ta łaskocze od dna żołądka, rozchodzi sie po całym układzie pokarmowym i ... znowu tylko rechot rozbrzmiewa na zewnątrz. Matura? Egzaminy? Buahahahhah.
Odsłona trzecia: Moja praca magisterska poświęcona bedzie roli praktyk seksualnych w osiąganiu oświecenia. Uhuhuhuh...
Od podobnych myśli wszechświat, z założenia mający przypominac o tragicznym niezakorzenieniu jednostki i o jej rychłej śmierci, PĘKA (do rozpuku). Bo jeśli on do mnie z tragizmem, a po tym tragizmie skaczę jak po łóżku i fikam koziołki, to gram mu na nosie i wygrywam... A przynajmniej tak to sobie dziś wyobrażam, kiedy zasiadam do biurka bez nadziei na wstanie od niego w przeciagu najblizszych pięciu miesięcy.
Łaskoczcie mnie, żebym o dzisiejszym stanie nie zapomniała prędko.