Po-oranek
Za pięć budzik
mózg zaczyna się nagrzewać, ale powieki jeszcze jak gdyby nigdy nic. Spuszczone. Cicha panika- od którego oka zacząć? Bo jeśli lewe, to może zobaczę coś gorzej, i to gorzej ciążyć będzie na całym dniu? A jeśli nie daj Boże prawe, to jeszcze coś dotrze do mnie w całej swej brutalności... A gdyby tak oba naraz?eee, i w ten sposób determinizmu nie oszukasz. Co ma być, to będzie, decyzję jakąś podjąć muszę, a wtedy juz gładko zejdzie lawina przyczyn i skutków. Nieotwieranie zaś ich to krzywda na mnie sdamej, nie na fortunie.A więc oko zostało już załatwione- dementia martwieje nieco w oczekiwaniu na wszystkie daleko idące konsekwencje tego faktu. A teraz budzik, budzik który wyłaczyć trzeba. Ba, tylko którą noga po niego wstać? Dokąd zaprowadzi mnie moja lewica, przez jakie piekła pociągnie prawica?? O, tragiczne ty moje istnienie! Wolną wolę nam dano, czyż nie? Okrutne to narzędzie, gdy po omacku wybierać musimy. Podły czlowieczy los. A budzik dzwoni, bodźce dźgają, trzeba sięruszyć ,trzeba działać, trzeba żyć! Próbą oszukania fatum byłoby doczołganie się pokątne do budzika, jednak na pewno i to zostało przez demiurga pomyslane. Perfidia Absolutu względem stworzenia...
A jeśli? jesli na poziomie molekularnym istnieje wolność? jeśli mała cząsteczka oczekiwana w miejscu X zatańczy w pewnym momencie, zawiruje i opadnie gdzie indziej? Nasza mała wszechmoc- zasada nieoznaczoności?
(heh, a o lęku przed nieoznaczonoscią i bezsensem było niedawno zdaje się... Pięknie, grzybku, demencyjko, pięknie, plącze nam się języczek, tak?)
Oto już na nogach jestem, pełna lęku przred Nieuniknionym, jakie wywołałam wstając obunożnie i nadziei na cząstkę wolności w tym wszystkim. A dzień jak dzień, nic specjalnego, pędzę ku tej smierci i pędzę. Na drodze dziś:
głaszczący mnie nauczyciele. Odkąd ich pokonałam, traktują mnie jak mały tłusty kamienny posążek, polerują, bym godnie błyszczała. Daję się głaskać.
Smok- który udaje ze niby nic, a jednak coś, i szukaj ty sensu pomiędzy wierszami monologu jego.
I Przyjaciel, którego wczoraj nauką łaskotałam tak, że jeszcze dziś czkał.
To wszystko jednak nic wobec oczekiwania na wieczór- bo jesli to właśnie dziś uczynięcoś, co nieodwracalnie pchnie mój los na jakiś inny, równie bezsensowny tor?
Nowy nowy dzień...