24-26 KRAKÓW vol1.
wyprawa
Było jako stoi, podróż we dwoje, co to sama swe dziwności nakręcała.
1. g.19:50- maszerując aleją szucha, demencja odnajduje kolegę Cyka pod ambasadą ukraińską gdzie już prawie nikogo nie ma. Kolegac cyku prawie cały pomarańczowy, demencyjny sweterek nie ujawnia siena pierwszy rzut oka.
2. godz 20:10. Kolega C. i demencja docierają do kawiarni, gdie postanawiają że drogę do krakowa odbędąz przesiadką w katowicach o północy. Planowany odjazd pociągu godz. 20:50.
3.Godz 20:20. zaparza się herbata. Kolega C. i demencja wiedzą że aby zdążyć kupić bilet muszą wypić wrzątek w przeciągu minut 5, wybiec z kawiarni, wpaść na przystanek i złapać tramwaj na Centralny Dworzec, dopaść kasę. Co też czynią, dławiac się przebrzydle.
3. 22:50- 23:30 podróż.
4. 23:30- przesiadka w katowicach o północy.
Najbliższy do Krakowa- 2:10. Euforycznie nastawieni kolega C. i demencja maszerują w stronę spodka, zdobywają go, babrają się w śniegu, walczą o utrzymanie równowagi, kradną- celem sprezentowania- tabliczkę przejścia nie ma. Przejście oczywiście było
00:10 spodek zdobyty. Kolega C i demencja czują niedosyt, wyprawiają więc w Drugą Stronę. Druga strona przejmująco zimna, kolega C. i demencja rozkładają karimatę i piją kawę.
01:30 Z powrotem na dworzec. Kolega C nakazuje zakupienie lizaków. Demencja oblicza, że do godziny 2, o której podstawion pociąg zostanie zdołamy wykona jeszcze 7 niespiesznych przechadzek przez całą szerokość dworca głównego w Katowicach. Przechadzki odbyte- 4, rozmów z zulami niewiele. Po przechadzce 4. kolega C i demencja zaczynają dla odmiany przechadzać się wzdłuż peronów metra.
02:00 kolega C i demencja ładująsię w pociąg. Kolega C jeszcze próbuje delektować się koranem, ale i on przysypia.
5. 03:30- Kraków. Kolega C i demencja przemierzają nie do końca opustoszałe ulice, delektując się osiągniętym celem. Kolega C podkręcony atmosferą krakowa i wspomnieniami z tego miasta- pokazuje a to na kamienicę a to na kościólek, a to na kostkę bruku, a to na płotek. Demencja, podkrecona atmosferą krakowa, wspomina camino de santiago- jednie intensywne swe wspomnienie. żadne żadnego nie słucha i tak kon-wersując docierają pod kamienicę właściwą.
6. 04:00 kamienica właściwa okazuje się być zmknięta przed kolegą C. i demencją. KOlejne dwadzieścia radosnych minut upływa im na dzwonieniu po świecie, po Kasi, po sąsiadach.
7. 04:20. drzwi zostają nam otwarte, kasia bowei mZostala w końcu Obudzoną. Osiagając mieszkanie, kolega C i demencja przesadzaja po trzy stopnie z radości. Demencja nagrzana herbatą układa się w lodowato kostniejącym zimnie, kolega C. i Kasia konwersujado rana. I myslą że nie demencja nie wie o czym, ani jak.
8.7:00- demencji dzwoni budzik. koniec części pierwszej.